6 sierpnia, godz. 12:00.

Wczoraj wieczorem po ustabilizowaniu się warunków pogodowych wznowiliśmy poszukiwania.
W pierwszej kolejności sprawdziliśmy niezbadany, ale zaznaczony na mapie wrak znajdujący się w pobliżu zagrody minowej 16a. Na zaznaczoną na mapie pozycję dotarliśmy około północy. Niestety po dokładnym przeszukaniu obszaru prawie siedmiu kilometrów kwadratowych nie trafiliśmy na ślad wraku. Podjęliśmy więc decyzję o sprawdzeniu kolejnego miejsca, w  którym według map, powinien znajdować się niezidentyfikowany wrak.
Nad ranem ponownie rozpoczęliśmy dokładną penetrację zaznaczonego miejsca. Niestety pomimo przeszukania kilku kilometrów kwadratowych i tym razem nie trafiliśmy na interesujący nas obiekt. Po raz kolejny okazało się, że mapy nawigacyjne nie zawsze są dokładne.


Szczegółowa pozycja statku badawczego Ekspedycji Orzeł - BalexMetal na godzinę 12:00
Skąd wynikają te niedokładności?

Otóż pozycje, na których umieszczane są informacje o wrakach najczęściej wskazują rybacy. Są to bowiem miejsca gdzie dochodzi do częstego uszkodzenia sieci. Nie rzadko bywa też, że miejsca odnalezienia wraku zgłaszają statki posiadające mniej dokładne urządzenia sonarowe i dopiero dokładne badania mogą potwierdzić, czy we wskazanym miejscu rzeczywiście znajduje się wrak.
Dziś rano przeprowadziliśmy testy robota podwodnego. Wszystko działa sprawnie i bez zarzutu. Teraz wracamy na byłe niemieckie pole minowe 16b, żeby dokładniej zbadać wrak, na który tam natrafiliśmy kilka dni temu. Po tej inspekcji, którą planujemy na późne godziny popołudniowe podejmiemy dalsze decyzje co do poszukiwań.
Sonar i sonda wielowiązkowa działa nadal. Poszukiwania trwają. Mimo nieubłaganie uciekającego czasu jesteśmy dobrej myśli.
Pozdrawiamy wszystkich serdecznie. Dziękujemy, że jesteście z nami.

Pozycja statku badawczego Ekspedycji Orzeł - BalexMetal
2008-08-06 13:58, Krzysztof Piwnicki

Komentarze:

1Powodzenia i przyjaznych prądów.
2008-08-06 14:20, Śledz-U, 195.187.108.5
2Zycze powodzenia do ostatniej sekundy wyprawy.
2008-08-06 14:26, Paweł Różański, 80.50.95.226
3Przyczyna zatonięcia według słynnej relacji członka załogi Miesięcznik Morze w 1964 roku, w numerze 6, w 25. rocznicę zaginięcia ORP ORZEŁ, zamieścił artykuł Feliksa Prządaka, zatytułowany "Prawda piękniejsza od fantazji". Autor, pozostały przy życiu członek załogi ORŁA, ówczesny bosmanmat, przedstawił swoje informacje o ostatnim patrolu tego okrętu. Ten fragment jego tekstu prezentujemy poniżej. ORP "Orzeł" zginął dnia 25 maja 1940 roku około godziny 23.00 podczas wykonywania zadania bojowego w pobliżu Helgolandu. "Orzeł" należał wówczas do II flotylli okrętów podwodnych w Rosyth. "Orzeł" wyszedł na swój tragiczny patrol dnia 23 maja 1940 r. około godziny 18.00. Znajdowałem się wówczas w izbie chorych na bazie flotylli - HMS "Forth". Dnia 26 maja około godziny 7.00 do izby chorych przyszedł angielski marynarz. Przeprosił sanitariusza, podszedł do mnie i powiedział: "listen my dear friend, I have news for you". Zapytałem jakie to wiadomości. A on odpowiada, że mój okręt został zatopiony. Zerwałem się z łóżka, lecz Anglik powstrzymał mnie; prosząc o dyskrecję opowiedział mi, że jest radiotelegrafistą i w nocy pełnił służbę na HMS "Forth". Przed północą odebrał od holenderskiego okrętu radiogram, że salwą 4 torped zatopił niemiecki okręt podwodny. Oficer dyżurny, wiedząc, że "Orzeł" miał zmienić w tym sektorze okręt holenderski, kazał radiotelegrafiście nadać radiogram wzywający "Orła" do podania swoich znaków rozpoznawczych. Mój informator kilkakronie nadawał treść radiogramu. "Orzeł" jednak nie odpowiedział. Anglik, kiedy dowiedział się, że w izbie chorych leży polski marynarz, postanowił zaraz po zdaniu służby przyjść i podzielić się z nim smutną wiadomością. Prosił mnie raz jeszcze o dyskrecję, bo za przedwczesne ujawnienie tej wiadomości mógł zostać ukarany. Dodał jeszcze, że zatopienie "Orła" przez okręt sojuszniczy wywołało konsternację i zamieszanie. Z tego też względu zamiast o godzinie 24.00 zdał służbę dopiero rano. Przedstawił mi się - George Ritche i wyraził chęć zobaczenia się ze mną po wyzdrowieniu. Wiadomość o zniszczeniu "Orła" przygnębiła mnie. Straciłem najlepszych kolegów, z którymi związany byłem wspólną sprawą i ostatnią cząstkę Polski, jaką był dla mnie "Orzeł". Wraz z okrętem zginęło 61 Polaków i 3 Anglików. Po stracie "Orła" Admiralicja Brytyjska zmieniła taktykę przejść okrętów podwodnych na sektor i z powrotem oraz zmian na sektorach. Odtąd wszystko odbywało się tylko pod wodą.
2008-08-06 14:29, bih, 62.111.240.220
4Witam. Mam pytanie. Dlaczego uparliście sie na te zagrody minowe?Skro utracono kontakt z orłem 25 maja, to dlaczego nie chcecie spenetrować akwenu(sektoru) w którym utracono kontakt?Pozdrawiam załogę.
2008-08-06 14:31, Kuba Jaśkiewicz, 89.78.241.63
5Gorąco Was pozdrawiamy. Wierzymy, ze sie uda. Powodzenia.
2008-08-06 14:32, Lucyna i Daria, 85.237.187.56
6nastawiali się na pole minowe 16b i byli przekonani że orzel tam jest, zapewne planowali że po kilku dniach poszukiwań go odnajdą i zaczną nurkowania, badania itp. co wypełni im czas do końca wyprawy Sadzę że nie mieli sprecyzowanych planów awaryjnych w razie nie znalezienia orła i nie byli przygotowani na sprawdzanie inych hipotez w czasie tj wyprawy, dlatego teraz wygląda to tak a nie inaczej ( to sa moje opinie i mogę się mylić !!!!!)
2008-08-06 14:42, tomekb, 91.198.89.2
7Może jednak sprawdzić w pobliżu Helgolandu czy tam leży ORZEŁ tylko tak łatwo się mówi tylko jaki rejon?
2008-08-06 15:01,
8Pozdrowienia i życzę Wam dobrej pogody oraz tego przysłowiowego ŁUTU SZCZĘŚCIA ,nie traćmy nadziei,podziwiam Waszą determinację,dalej trzymam kciuki .
2008-08-06 15:04, lucjan krystek, 212.244.165.75
9może na początek zbadać kilka zaznaczonych a nie zidentyfikowanych wraków w tamtym rejonie, zpewne jest ich tam sporo, no ale by to zrobić trzeba by uwierzyć w tamtą teorię
2008-08-06 15:10, tomekb, 91.198.89.2
10Inna hipoteza Jeśli nie "Taku", to teoretycznie który z okrętów mógł napotkać "Orła" i przeprowadzić atak na niego dnia 25 maja? Na podstawie dokumentów, do których zaliczam raporty, dzienniki okrętowe wszystkich okrętów operujących na wschodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii można stwierdzić, że żaden okręt aliancki nie znajdował się w maju pod Helgolandem, mimo że w rozmowach codziennych między załogami używano zwrotu "pod Helgolandem" dla określenia rejonu B, czyli akwenu patrolowania (patrz: mapa). Czy należy przypuszczać, że teza Feliksa Prządaka określająca 25 maja jako dzień storpedowania "Orła" nie jest prawdziwa? Może Prządak pomylił daty i obranym celem zarejestrowanym przez "Taku" był jednak "Orzeł"? Zanim postawimy krzyżyk nad Van Der Bylem, przyjrzyjmy się autorowi opowiedzianej historii o storpedowaniu. Nie chodzi mi, jak każdy przypuszcza, o Prządaka, lecz o telegrafistę z bazy w Rosyth - George''a Ritche''a. Historia przekazana przez orłowca - choć mogła być niedokładnie zrozumiana przez Polaka - posiada zbyt wiele detali, aby uznać ją za "dzieło" fantazji. Postawiłbym raczej pytanie, czy George Ritche udzielił rzetelnych informacji, czy też przekazał, pomimo szczerych chęci, z różnych źródeł usłyszane bzdury? A jest to bardzo możliwe... Pewnego dnia, poprzedzającego rzekomy atak na "Orła", na Morzu Północnym doszło do zdarzenia, którego uczestnikami były dwa francuskie okręty podwodne - "La Sybille" oraz "Antiope". 10 (francuska) flotylla z okrętem bazą o nazwie nawiązującej do autora książek fantastycznych - w tym historii o Nautilusie - Juliusza Verne''a była od marca 1940 roku pod rozkazami Admiralicji Brytyjskiej. 16 maja oba okręty opuściły Harwich. Ich załogi miały świeżo w pamięci kwietniową nieszczęsną potyczkę w basenie portowym, kiedy to "La Sybille", wychodząc na patrol, uderzyła w swego "brata", uszkadzając mu stery głębokościowe. Rejonami obu jednostek w majowym patrolu były obszary w pobliżu holenderskiej wyspy Terschelling, której położenie można uznać, jak przekazał George Ritche - "w pobliżu Helgolandu" (patrz mapa). Francuskie okręty były w tym czasie najbliżej rozmieszczonymi jednostkami przy rejonie B[6]. 19 maja w godzinach wieczornych "Antiope", operujący bliżej lądu, w nieznacznej odległości od latarni Terschelling, zarejestrował na podsłuchu odgłosy śrub. Przez trzy godziny, będąc w zanurzeniu, śledził znajdującą się w pobliskim rejonie jednostkę. Dwie godziny przed północą wynurzył się i wachta spostrzegła w odległości 3 km sylwetkę okrętu podwodnego. Bez chwili zastanowienia dowódca nakazał zmianę kursu na nieznany okręt oraz wobec dogodnych warunków pogodowych (pełnia księżyca) zdecydował się przeprowadzić atak z zanurzenia. "Antiope" poszedł pod wodę i z prędkością 5 węzłów skierował się w stronę wrogiego "U-boota". Wachta była przekonana, że okrętem tym nie mógł być ani okręt brytyjski, ani francuski. Odbiegam na moment od opisu... Logiczne wydaje się przypuszczenie, że gdyby francuski dowódca miał na celowniku sylwetkę innego alianckiego okrętu podwodnego - w tym "Orła" - wziąłby go z pewnością za niemieckiego U-boota... Niefrasobliwość Francuza okazała się jeszcze bardziej przerażająca! Zbliżała się północ. Pomimo dobrej pozycji do ataku dowódca nie zdecydował się na odpalenie torped z odległości 1500 metrów. Kontynuował pościg w celu zaobserwowania detali na sylwetce swej ofiary. Ta jednak, będąc w położeniu nawodnym i mając większą prędkość niż będący pod wodą "Antiope", zmieniła kurs i zaczęła się oddalać. Dowódca "Antiope" rozkazał wynurzenie i pościg za oddalającym się przeciwnikiem. Wachta na kiosku ponownie próbowała wyodrębnić charakterystyczne cechy okrętu przez lornetki. Nagle sylwetka "U-boota" gwałtownie zaczęła się powiększać! Nikt nie zauważył działa na pokładzie, a kształt kiosku przypominał bez złudzeń pionowy, cylindryczny kształt kiosku niemieckiego U-boota! Pięć minut przed północą 20 maja z odległości 1000 metrów "Antiope" odpalił trzy torpedy. Francuskie "cygara" minęły jednak cel! Następne linijki raportu dowódcy "Antiope" są wyłącznym tłumaczeniem motywów ataku na okręt, którego sylwetka nie przypominała bratniego - tej samej klasy okrętu - "La Sybille". "La Sybille" przerwała wkrótce patrol i 24 maja dotarła do swej bazy w Rosyth, natomiast "Antiope" kontynuował działania w rejonie H. 24 maja zakończył patrol i skierował się w drogę powrotną, już nie do Rosyth, ale do Dundee, gdyż 10. flotylla wraz ze statkiem bazą została tam w międzyczasie przeniesiona. W drodze powrotnej, między 24 a 28 maja, francuski "Antiope" nie napotkał na swej drodze operującego już w tym czasie w rejonie A.3 ORP "Orzeł". Do Dundee doszedł 28 maja[7]. Atak torpedowy "Antiope" trzema torpedami na bratniego "La Sybille" wysuwa dość poważne przypuszczenie, że to o tej pomyłce opowiedział Feliksowi Prządakowi brytyjski telegrafista. Przypomnę, że atakowana "La Sybille" dotarła do bazy 24 maja, dzień przed służbą George''a Ritche''a, podczas której rzekomo otrzymał on meldunek o storpedowaniu "Orła". Skąd się więc wziął "okręt holenderski"? Być może powiązano fakt przeformowania bazy flotylli francuskiej z dołączeniem do niej okrętów holenderskich, co narobiło w umyśle George''a Ritche''a sporego mętliku, którego efektem było szczere "wyspowiadanie się" Prządakowi. Ale dlaczego, jak wynika z artykułu orłowca, brytyjski telegrafista nie spotkał się już z Prządakiem, choć wyraził taką chęć? Jeśli przekazał nieprawdziwe informacje - a na dodatek "Orzeł" nie powrócił z patrolu - nie zdobył się już na wyprostowanie swego nieumyślnie wyrządzonego zła. Druga opcja, może bardziej prawdopodobna, brzmi, że z powodu wywołanego przez polskich marynarzy buntu wokół zaginięcia "Orła" angielski telegrafista stanął przed sądem wojskowym. Feliks Prządak wraz z pozostałymi na lądzie orłowcami i załogą "Wilka" nie był w stanie go odnaleźć. Zadanie odnalezienia "okrętu holenderskiego" w Rosyth - jeśli był nim francuski "Antiope" - było trudne również z tego prostego powodu, że francuska baza z okrętami stacjonowała już od 26 maja w Dundee... Wszystko w tej tezie można poprzeć, lecz i podważyć. Ale żeby wymieszać Francuzów, Holendrów z Polakami? Czy aż takimi ignorantami są Anglicy?! Na to nie mam żadnego wytłumaczenia... Minęło pewnie zbyt wiele lat, aby na podstawie opowieści pozostawionej nam przez Feliksa Prządaka oraz dokumentów z archiwum brytyjskiego stwierdzić, ile prawdy zawiera hipoteza o storpedowaniu "Orła". Wierzę jednak, że nadejdzie dzień, w którym poznamy przyczynę i miejsce zaginięcia ORP "Orzeł" i jego załogi. Tę prawdę należy poznać, bo jak ktoś dawno powiedział: "Prawda piękniejsza jest od fantazji". Tomasz Kawa
2008-08-06 15:20, JarekT, 62.87.169.46
11Powodzenia zycze calej zalodze niech szczescie im dopisze ...:)
2008-08-06 16:15, Tomasz Witkowski, 212.106.16.47
12Ciekawe tematy poruszacie. Mozeby ktos skomentowal, ktos z zalogi, ktos kto wie wiecaj na temat tych relacji i je byc moze badal?
2008-08-06 16:25, Sebastian, 12.151.151.3
13Pozdrawiam załogę. Myślę że musicie jednak zmienić taktykę i zbadać wszystkie wraki które są dostępne w pobliskich sektorach, etc. To przyniesie napewno wiele pożytku, bo gdzieś ktoś też czekał na bliskich, którzy nie wrócili i byłby wdzięczny za zidentyfikowanie wraku na którym polegli. Moze znajdziecie chociaż 013 (to też sukces!). Po co trałować i szukać koniecznie we wskazanych sektorach. Wystarczy sprawdzać to co już znaleziono, a hipoteza dlaczego tam..- sama już się dopowie. Dlatego panowie apeluję, badajcie to co juz jest do zbadania, a szczególnie tam gdzie sieci rybackie rwą się szczególnie, bo wiadomo co ,,Orzeł'''' miał na dziobie:-). Gratuluję też nie oznaczonego transportowca. Co do wspomnień pana Prządaka, w końcu członka załogi, to należało by zbadać, czy faktycznie nasi sojusznicy (angole) zmienili taktykę przechodzenia w sektory we wskazanym okresie. Myślę że mogli coś zataić przed nami w wyniku fatalnej pomyłki, i nie ma dostępu do tych dokumentów, bo nikt nie chce się przyznać do popełnionych błedów i niekompetencji.Dlatego może szukamy faktycznie igły w stogu siana. Do tego wszystko się komplikuje, bo nawet na wskazanej pozycji nie ma wraku, który mieliscie zbadać. Jednak wierzę w to że wytrwałości Wam nie zabraknie i jak znajdą się fundusze to przeoracie całe Morze Północne. Nie zrezygnujecie z odnalezienia tego jedynego okrętu legendy, który na to zasługuje, ujawniając całą prawdę historyczną na którą tak wszyscy czekamy. Samo rozpowszechnienie tematu będzie napewno procentować w przyszłości, co ułatwi dalsze poszukiwania w razie niepowodzenia. Głęboko jednak wierzę że wyrwiecie morzu wielką tajemnicę i znajdziecie Orła juz podczas tej wyprawy !!!
2008-08-06 18:52,
14no jeszcze macie jedno wyjście wyłaczyć wasze systemy nawigacyjne i nawigowac tak jak robili to 60 lat temu. Może po prostu jestescie za dokładni i dlatego wrakow nie ma tam gdzie byc powinny? Naturalnie mozecie tak nawigowac jesli macie na pokładzie ekierki katomierz cyrkiel mapy papierowe i ołowek, no i może jakiś sekstant bo kopas z namiernikiem macie napewno, a tabele to sobie pewnie z internetu ściągniecie - tak a pro pos ilu z was potrafiło by prowadzić taką nawigację w tym astro ? ( nie pytam złosliwie tylko z ciekawości)
2008-08-06 19:03, tomekb , 91.198.89.2
15Panie Tomkub A jednak nie jest tak jak Pan pisał - oczywiście miło byłoby gdyby pierwotna koncepcja poszukiwań i ujawnienia faktu zatonięcia Orła na zagrodzie minowej 16b okazała sie trafiona. Wyprawa liczona była na czas dłuższy niż wynikałoby to z wyliczeń dot. minimalnego czasu poszukiwań (głownie ze względu na ewentualną złą pogodę) - gdyby jednak pogoda okazała się lepsza od oczekiwanej przygotowane zostały 2 warianty rezerwowe - pierwszy już znacie - zagroda minowa 16 a - o drugim będziemy mówić kiedy zaistnieje konieczność. Co prawda nie można przeszukać całej (planowanej trasy i rejonów patrolowania Orła) gdyż zajęłoby to nie 10 dni (7 dni na przejścia), nawet 60 dni byłoby stanowczo zbyt mało, ale można jeszcze zrobić co nie co. I nie chodzi tu o zabawę a poważny plan badań. Tyle że jest to plan autorski MAP i trudno o nim mówic wszem i wobec . Zapewniam, że wszelkie działania w trakcie tej wyprawy ogniskują się na uzyskaniu jak najwiekszej ilosci informacji na temat poszukiwanego wraku - zatem jednoznaczne wykluczenie potencjalnych obszarów zalegania jest tak samo istotne jak potwierdzenie faktu zalegania. Przy tak skromnej ilości danych źródłowych nastepuje konieczność wykluczenia pewnych hipotez poprzez zebranie materiału dowodowego. I tak się to własnie odbywa. Pozdrawiam z IMORA
2008-08-06 22:00, Benedykt HAC, 88.202.126.3
16Dobrze pytanie - i szybka odpowiedź - czterech. To nie jest tak źle - 25% uczestników wyprawy.
2008-08-06 22:09, B.Hac, 88.202.126.3
17Moja sugestia była nieco przesmiewcza, ale Kto chce uzyskac spektakularne efekty, ten powinien stosowac niekowencjonalne metody. To tak jak krawo Murphyego, niby bez sensu ale coś w tym jest> Panska odpowiedź jest krzepiąca macie tam dwóch kapitanów i wychodzi z tego że jeszcze dwóch solidnie wykształconych ludzi morza. ( nie ujmując nic starszym marynarzom, ktorzy nie nawigują) Wiem że co poniektorym z was zalazłem za skórę, ale jak przesledzicie moje wypowiedzi to zacząłem niewinnie, a dopiero inni mnie podkręcili. Mieszkam na śląsku, ale pływałem 20lat temu po morzu z CWMu nomen omen m inymi na sy Bieszczady moim ulubionym autorem jest Borchardt, byłem nawet na jego grobie i byc może wyszedłem troche przed szereg zapytując dlaczego nie szukacie funduszy poprzez zbiorki itp itd. to w koncu wasze przedsięwzięcie i robicie to po swojemu, tylko gdyby 23 lata temu cos na ksztalt MAPu zajeło sie ochroną Daru Pomorza to dzisiaj pewnie juz by go nie było, a tak zrobiono ogólnopolską akcję i udało się uratowac tę kolebke polskich nawigatorów, więc myślałem że poszukiwania orła równiez można by uczynic sprawą ogólonarodową, ale to wasza inicjatywa i wasze decyzje. przepraszam równiez Pana Piwnickiego za moje zbyt szybkie slowa, nie było moja intencją pana obrazić, raczej sprowokowac do riposty - Pozdrawiam i życze sukcesu - postaram się już nie być taki uper..... ale nie wiem czy dam radę
2008-08-06 22:31, tomekb, 91.198.89.2
18Do JarekT - to co napisałeś to bardzo ciekawa hipoteza. Jeśli możesz mi podać z jakiego źródła korzystałeś odnośnie tego ciekawego incydentu będę niezmiernie wdzięczny!? pozdrawiam!
2008-08-06 22:36,
19nie sądzę by te wnioski pochodziły z jednego źrodła, na moje wyczucie sa to raczej wyniki solidnej kwerendy i wielu godzin przemysleń. Z tym że co do watpliwości autora czy angole moga byc aż tak zadufani w sobie że nie odrożniają holendrów od polaków i francuzów to zapewniam że tak mogło być. Czy wy rozrozniacie arabów od irańczyków ? bo to zupełnie inne grupy etniczne, a dla nas niby to samo
2008-08-06 22:42, tomekb, 91.198.89.2
20Śledzę Wasze poczynania od pierwszych dni rejsu. I mam nieodparte wrażenie, że to całe przedsięwzięcie to zabawa dużych chłopców, którzy świetnie się bawią, za pieniądze sponsora. Zrobić show, widać można z każdego tematu. Pierwsze Wasze wpisy do dziennika były przepełnione pewnością siebie - posiadanych informacji, i swojego sprzętu. Trochę Z dnia na dzień powietrze z Was wychodziło. Mój syn ma zdalnie sterowany samochodzik, przyznam się, że ja również czasem bawię się tym sprzętem. Pozdrawiam i życzę szczęśliwego powrotu
2008-08-06 22:53, Kowalski, 77.91.14.118
21I tu się Tomkub z Tobą zgodzę! Anglicy zawsze byli zadufani i prócz siebie nie widzieli niczego innego. Z opowieści mego już nieżyjącego dziadunia który to walczył w PSZ na zachodzie Anglicy uchodzili za kompletnych snobów i ignorantów. Byli nielubiani za swój stosunek do innych nacji. Akurat w tej materii wszystko jest możliwe!!
2008-08-06 23:07,
22pewien znajomy niemiec ( notabene były ssmann ktorego poznałem mieszkając w niemczech) opowiadał że jak lecieli anglicy bombardować linie frontu to do schronów kryli się niemcy - jak bombardowali niemcy to kryli sie angole, a jak bombardowali amerykanie to wszyscy uciekali gdzie pieprz rośnie bo Yankesi nie przejmowali sie tym gdzie spadną ich bomby. Czy w 1940 nie było przypadkiem nad morzem połnocnym jakichś amerykanów ( moze w brytyjskiej armii), bo jesli tak to była by nowa teoria ??? Ten dziadek mowił też że w Polsce był dwa razy i ani razu sie naszemu krajowi nie przyjżał - w 1939 zanim sie obejrzał był na ukrainie, a w 1944 i 45 na nic sie juz nie ogladał bo wiał przed ruskimi co sił w nogach
2008-08-06 23:19, Tomekb, 91.198.89.2
23Kowalski jak by wam tu to wytłumaczyć - wicie rozumicie człowiek nie wtedy przestaje sie bawić gdy robi sie stary, tylko robi sie stary wtedy gdy przestaje sie bawić. Oni bawia się za pieniadze producenta blachodachówki, jakies 500tys jak nie chcesz ich sponsorowac to kup sobie dachówkę ceramiczną i po sprawie. Naturalnie że ci ludzie doskonale sie bawią, ale po primo sami sobie te zabawe zorganizowali, a po secundo jest to pożyteczna zabawa, bo szukają zaginioego w tajemniczych okolicznosciach okretu podwodnego, który co prawda zbyt wielu wrogów nie zatopił, ale jest dla polaków tym czym np Willhelm Gustloff dla Niemców.- obiektem kultu i pamieci
2008-08-06 23:30, tomekb, 91.198.89.2
24Panie Doktorze cieszy mnie ze macie pany rezerwowe, szkoda że są tajne przez poufne, ale: stwierdzenie że orła tam nie ma jest niewatpliwie przyczynkiem do pożniejszego stwierdzenia gdzie orzeł jest, to nie ulega kwestii, jadnak miejsc gdzie orła nie ma jest zdecydowanie zbyt dużo by wsystkie przeszukiwać ( usiłuje nie być upierdliwy, jak bum cum ) No i nie wciskajcie mi kitu że ta wyprawa nie jest dla was dosonałą zabawą Przeież praca zawodowa wykonywana z pasją to własnie zabawa ??? a wy chya jestescie pasjonatami ? ps. Uważajcie na ulubione przez dzienniarzy okreslenie zapaleńcy i pasjonaci - z autopsji wiem że ogól społeczeństwa odczytuje to jako oszołomy - lepiej uzywać słów historycy, naukowcy itp. No i niech map odtajni coś ze swoich planów zamierzeń i wiedzy orła nie macie ale powszechne zainteesowanie i owszem, teraz musicie jak Hitchcook trzesienie ziemi a potem napiecie rośnie
2008-08-07 10:10, tomekb, 91.198.89.2
25Szanowny Panie Kowalski Musze przyznać że ciekwie opisał Pan swoje prywatne zainteresowani i pogląd na przebieg Ekspedycji Orzeł. W tym kontekście nieodparcie nasuwa mi się pewna konkluzja - każdy bawi się jak może i umie najlepiej - proszę jednak nie zapominać, że większość teorii opisujących proces wychwania zalecają aby zabawki były odpowiednio dobrane do aktualnego poziomu rozwoju intelektualnego i emocjanalnego osoby wychowywanej - zatem bawmy się dalej - i niech każdy zostanie przy swoich zabawkach. Pozdrawiam
2008-08-07 10:14, moana, 88.202.126.3
26w zasadzie sterowanie samochodzikiem nie rózni się zbytnio od prowadzenia robota, pomijając kwestię precyzji, doświadczenia i odpowiedzialności. Z tym roieniem show kowalski ma racje - przykład: widzieliście wczoraj relacje tvn gdzie z załogi jachtu który miał kłopoty na zatoce zrobiono bandę oszołomów ? bo wiała 6 a oni wypłyneli - a co k.... mieli czekac aż opwieje 1 Show można robić z wszystkiego, tyle że w przypadku tej wyprawy taki show bedzie mial jakieś walory, nawet pomimo tego ze zajmuje sie tym Discovery
2008-08-07 13:02, tomekb, 91.198.89.2

Dodaj komentarz:

Imię nazwisko:
Treść:
E-mail (opcja):
Token:
przepisz: